poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 6

DZIĘKI PANIE TAKSÓWKARZU !


-Oo. Farciary z was – Kierowca taksówki uśmiechał się przyjaźnie. – Wszystkie dziewczyny wam zazdroszczą.
-No nie ukrywam, chłopcy są świetni, ale bez przesady. – Zdziwiła się Ryba.
-Bez przesady? Dziewczyny, za One Dirction większość nastolatek dałaby się pokroić. –Taksówkarz wybuchną śmiechem.
-Że One co?- Ruda zapytała.
-Wy sobie żartujecie, prawda?- Facet był porządnie zdziwiony. –Nie wiecie z kim spędziłyście dzień?!
-No z grupką świetnych kolesi, mieszkającym razem w jednym domu –Odpowiedziała Ryba. –W sumie to dziwne, że razem mieszkają.
Kierowca rzucił im zdziwione spojrzenie i zjechał na pobocze. Poszukał czegoś w schowku i rzucił dziewczynom na kolana zmiętą gazetę.
-Spójrzcie na okładkę. – Polecił. –Dalej nie wiecie kim oni są?
-„One Direction: Nowy talent w Anglii i na całym świecie.” –Czytała Ruda – „Bożyszcze wszystkich nastolatek”
- Że co?! –Ryba wyrwała jej gazetę. –To niemożliwe!
-A jednak. –Kierowca puścił im oczko i znów zaparkował. Tym razem pod hotelem.
-O cholera.. –Wyszeptał rudzielec. –Ile mamy zapłacić za przejazd i oświecenie?
-Przyjaciółki One Direction u mnie nie płacą- Zaśmiał się facet.
Dziewczyny wysiadły i podążyły do hotelu. Wciąż zszokowana Ryba wymachiwała Rudej gazetą przed twarzą:
-Jak mogłyśmy ich nie znać?! – Wołała.
-Patrz.. – Ruda wskazała plakat na drzwiach hotelu. –„One Direction już w czwartek zagra koncert bla bla bla”
- Wyszłyśmy na idiotki. – Ryba nie mogła uwierzyć w to co widzi.

Szły do wyznaczonego pokoju przekrzykując się wzajemnie.
-Co oni grają w ogóle? – Spytała Ryba.
-Chyba pop.. – Wymamrotał rudzielec.
-No, to to mnie usprawiedliwia, że nie wiedziałam kim oni są. – Blondynka zaśmiała się cicho.

W pokoju rozpakowały szybko nowe zakupy, wzięły orzeźwiający prysznic i zeszły do hotelowego baru na obiad. Wcinając pizzę oglądały MTV i rozprawiały na temat chłopaków. Obie nie bardzo mogły uwierzyć, że spędziły kolejny dzień z angielskimi gwizdami popu. Nagle Ruda się zadławiła i zaczęła wymachiwać w kierunku TV. Ryba zdezorientowana klepiąc przyjaciółkę po plecach, odwróciła głowę, żeby zobaczyć co ją tak zdziwiło. Leciał teledysk chłopaków. Przyjaciółki wpatrywały się w ekran jak zahipnotyzowane. Blondynka słysząc głos Zayna czuła jak coś jej w środku wariuje.
-Ej. Dobrzy są. – Ruda zadowolona z uśmiechem wciąż wpatrywała się w telewizor.
-No. Trochę nie nasz klimat, ale zdecydowanie są dobrzy. – Poparła ją blondyna. – Teraz już wiemy dlaczego Niall tak genialnie gra na gitarze. – Dodała puszczając przyjaciółce oczko.
W radosnej atmosferze, podsumowując ostatni dzień, dziewczyny zjadły pizzę. Po czym ogarnęły się w hotelowym pokoju i ruszyły na nocny podbój Londynu. Ubrane w małe, czarne, gustowne sukienki i szpilki ruszyły w kolejne turnee. Chciały sprawdzić jak to jest imprezować „ na poziomie„. Do tej pory bywały na domówkach, gdzie nikt nie dbał o to by było kulturalnie, wręcz przeciwnie. Zawsze pod koniec melanżu było kilka nieprzytomnych osób. To z przegięcia z alkoholem, to przez odurzenie narkotykami.  Zdarzało się, że imprezę przerywała policja nasłana przez sąsiadów z za ściany, lub domu obok.  Kluby, które kilka razy odwiedziły, też nie miały nic wspólnego z tymi o których słyszały. Pary macające się w każdym wolnym
miejscu i rzygające nastolatki. Nie było w tym nic fajnego.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 5

ZNOWU WY ?


Po kolejnej orzeźwiającej kawie, z mapą w ręku ruszyły przez przecznice w kierunku hotelu. Mijały kolorowe tłumy ludzi, stare lub dla odmiany nowoczesne uliczki i budynki. Co chwilę ktoś wpadał na nie, gdy te przystawały, aby się czemuś dokładniej przyjrzeć, lub potrącał ramieniem, przeciskając się obok. Skręcając po raz kolejny nie w tę stronę Ryba zaczynała się już denerwować. Dziewczyna równie szybko popadała w złość, co w nadmierną euforię. Zatrzymały się więc na przejściu, aby przeanalizować mapę, gdy nagle czarny samochód przeciął drogę, o mało nie potrącając rudowłosej z planem miasta przed nosem. Wtedy i ona się zdenerwowała i przeklęła pod nosem. Ku ogromnemu zdziwieniu obu dziewczyn, auto cofało powoli w ich kierunku. Okno kierowcy z ociąganiem odsunęło się, ukazując twarz słodkiego blondyna o niesamowitych oczach.
- Może gdzieś podwiozę ? – spytał wyluzowany Niall.
Widząc znajomą twarz negatywne emocje błyskawicznie opuściły obie przyjaciółki i bez najmniejszego wahania, zmęczone szlajaniem się po ulicach wsiadły na tylną kanapę samochodu, z ulga zapadając się w miękkich skórzanych oparciach.

W domu było cicho jak makiem zasiał. Sprawiał wrażenie opustoszałego. Dziewczynylekko zdezorientowane weszły do salonu. Ich oczom ukazał się najsłodszy widok jaki mogły sobie wyobrazić. Na wielkiej białej kanapie leżało czterech chłopaków. Liam oparty o ramię kanapy, podtrzymywał na kolanach głowę zwiniętego w kuleczkę Zayna. Po drugiej stronie sofy Harry i Lou opierali się o siebie plecami.  Brunet prawdopodobnie już spał. Dziewczyny stanęły jak wryte, a na ich twarzach pojawił się nieopisany uśmiech połączony z politowaniem. Patrząc na taki widok, obie poczuły miłe ciepło w okolicy serca. „Urocze” Roześmiała się w duchu Ruda.
- Ja nie chce wam przeszkadzać panowie… - zaczął spokojnie i cicho Niall- … ale mamy gości i trzeba wstać ! – wykrzyknął jak oszalały.
Dziewczyny nie mogły powstrzymać śmiechu gdy zobaczyły jak wszyscy się zrywają, a biedny Harry spada na podłogę. Loui od razu pomógł wstać oszołomionemu kumplowi.
- W porządku ? – zapytał rozbawiony.
Brunet posłał mu niezadowolone spojrzenie i zaraz się uśmiechnął. Cała czwórka ruszyła w stronę gości aby się przywitać.
- Fajnie że wpadłyście ? Zjecie coś ? – zaproponował Liam. Był szczęśliwy widząc dziewczyny. Wprowadziły przyjemne zamieszanie do ich domu. Wczoraj, gdy wyszły chyba z godzinę rozmawiali na ich temat i odniósł wrażenie, że wszyscy są do nich pozytywnie nastawieni. Szczególnie Zayn z Niallem.
- O tak. Ja musze coś koniecznie zjeść. – zaśmiała się ruda dziewczyna.
- W porównaniu do tego żarłoka mi wystarczy tylko herbata – dodała Ryba a przyjaciółka rzuciła jej oburzone spojrzenie.


Ruda siedziała na barowym krześle. Zastanawiała się, dlaczego razem mieszkają i skąd mają pieniądze, na taki dom. Podobali jej się zarówno wizualnie co z zachowania, więc stwierdziła, że póki co, nie będzie wnikać. „Może sami nam opowiedzą coś więcej” Pomyślała i wzruszyła ramionami i znudzona dalej przyglądała się chłopakom. Jej nastrój zauważył Louis.
-Co jest rudzielcu? – Zapytał, siadając po drugiej stronie blatu.- Nuda zżera, co?
Dziewczyna nieśmiało skinęła głową. Co Lou skomentował szerokim uśmiechem.
-Chodź za mną. – Rzucił przez ramie i poszedł do salonu.
Ruda poszukała wzrokiem przyjaciółki ,która siedziała na tarasie paląc papierosa. Natomiast nie zauważyła z nią Zayna, więc poszła do salonu. Do ogromnego telewizora, chłopaki podłączyli xBoxa. Niall z talerzem kanapek w jednej ręce i joystickiem w drugiej zachęcająco kiwną głową. Po chwili blondyn wraz z dziewczyną grali zaciekle w Tekkena, śmiejąc się i przekrzykując wzajemnie. Gdy Niall po raz kolejny przegrał z rudzielcem, bitwa przeniosła się na podłogę w salonie. Rzucali się poduszkami, ktoś oberwał kanapką z serem, a gdy chłopak poddał się, Ruda wylądowała na nim.
-Na kanapkę! - Zawołał Liam i wszyscy chłopcy wraz z Rybą po kolei zaczęli się na nich kłaść. Ruda poczuła jak czyjeś kości wbijają jej się w plecy i roześmiana jęknęła próbując wydostać się spod sterty ciał.

Dziewczyny stały już pod drzwiami chłopaków.
-Może ktoś nas pożegna?! –Krzyknęła Ruda w stronę salonu.
Z głębi domu dało się słyszeć tupot adidasów i trampek i przed dziewczynami pojawiło się czterech chłopaków.
-Musicie iść?- Zapytał Niall wyłaniając się zza rogu z kanapką w ręce.
-Koniecznie, pokój w hotelu wiecznie wolny nie będzie- Smutno dodała Ryba .
Przez kolejne 10 min ściskali się wszyscy wzajemnie, a blondyn uśmiechając się niewinnie, pocałował rudzielca w policzek.
-Awww.  Poleć znajomym . –Zawołali zgodnie chłopaki.
-Macie zamiar iść pieszo? –Spytał Harry
-No tak.- Zgodnie odpowiedziały dziewczyny
-Nie ma mowy, zaraz was odwieziemy! –Zawołał Loui.
-Loui, nie napalaj się. Zayn zabrał samochód. – Westchną Niall zerkając przez okno.
-No to pójdziemy z buta- Ruda uśmiechnęła się do chłopaków.
Jednak o powrocie na piechotę nie było mowy, gdyż Harry już zamówił taksówkę. Zapakowali dziewczyny do środka i machali na pożegnanie dopóki samochód nie znikną za zakrętem.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 4

ZAKUPOHOLIZM.


Obudziły się koło 11. Ruda zdjęła z nóg swoje vansy i rozmasowywała obolałe stopy. Ryba już okupowała prysznic. Była dwunasta, gdy w stronę starbrucksa kierowały się dwie przyjaciółki, łapiąc spojrzenia przechodzących obok chłopaków.  
W sumie nic dziwnego. Długie blond włosy Ryby rozwiewał wiatr. Krótka błękitna sukienka w kwiatki odsłaniała jej długie nogi zakończone niskimi koturnami, które jeszcze bardziej je wydłużały. Przez ramię miała przewieszoną czarną torbę, a jej rękę ozdabiała masa ślicznych bransoletek. Ruda jednak nie pozostawała jej dłużna. Ubrana w beżową, koronkową sukienkę na ramiączkach, przepasana była cieniutkim paskiem zakończonym złota kokardką, który podkreślał jej i tak już idealną talię. Na nogach miała dziewczęce baleriny, a na ramieniu, na delikatnym łańcuszku zwisała maleńka torebeczka. Całości dopełniły jej lśniące rude włosy, ułożone w miękkie fale.
Popijając przepyszną kawę, dziewczyny zastanawiały się jak spędzić dzień.
- Zakupy!- Wykrzyknęła Ryba.
Rudzielec poparł ją z entuzjazmem. Jeszcze przez chwilę podelektowały się smakiem napoju i wyruszyły na Oksford Street, mając nadzieję na udane łowy.  Po drodze wciąż roztrząsały sprawę chłopaków. Jednak, gdy dotarły na miejsce, przyjaciółki, widząc masę neonów, szyldów i kuszących wystaw, natychmiast zapomniały nie tylko o cudownej piątce, ale i o całym świecie. Kursowały od sklepy do sklepu, uśmiechając się do przechodniów i odpowiadając na zaczepki przystojnych kolesi. 





- Vansy ! – krzyknęła Ruda.
- Poczekaj na mnie – zawołała za nią koleżanka i pobiegła w stronę sklepu.
Obie obładowane były torbami więc wejście przez obrotowe drzwi nie było łatwe. Ruda podeszła do sprzedawcy, kiedy Ryba już zaczęła przymierzać pierwsze pary butów.
- Przepraszam, mogę zostawić tutaj te wszystkie torby ? – zapytał rudzielec uśmiechając się przyjaźnie do ciemnoskórego pracownika.
- Ależ oczywiście – odpowiedział poprawiając czapkę na głowie i obdarowując ją flirciarskim uśmiechem.
Dziewczyna skinęła lekko głową i oddaliła się do blondynki. Stanęła nad nią i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Nie. Te nie. – skrytykowała krótko buty, które właśnie przymierzała kumpela. Ta natomiast posłała jej oburzone spojrzenie. – Spróbuj te. – powiedziała i podała jej miętowo-błękitne trampki.
Rybie zaświeciły się oczy. Był to ulubiony kolor dziewczyny. Ruda natomiast usiadła i zaczęła przymierzać pudrowo-różowe vansy. Właśnie do tego koloru miała ostatnio słabość.
- I jak ? – spytały jednocześnie i wybuchły śmiechem.
- Całkiem nieźle – powiedziała zadowolona blondynka.
- Nie pogardziłabym nimi  – zaśmiała się rudowłosa. – Wyglądają całkiem nieźle do tych sukienek – spojrzały w lustro, a z ich ust wydobył się melodyjny śmiech.



środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 3

KUCHENNE REWOLUCJE.


Ruda stała pomiędzy kuchnią a salonem. Jej włosy pozlepiały się w strączki, a na policzkach miała dwie kreski z ciasta. Wyglądała jak by właśnie wróciła kuchennej wojny. I w sumie tak było. Spojrzała na Liama, który stał oparty o ścianę i jako jedyny domownik był czysty. Dziewczyna posłała mu złowróżbne spojrzenie i podciągnęła kącik ust w zawadiackim uśmiechu.
Kto jak kto, ale ta rudowłosa istotka była zdolna do wszystkiego. Mogła iść o drugiej w nocy do parku i wskoczyć do miejskiej fontanny, mogła zjeść dziesięć kanapek i byćnadal głodna, mogła stać pod oknem przyjaciółki i krzyczeć tak długo aż ta nie wyjdzie przed blok, aby z nią zamienić dwa słowa, mogła, więc równie dobrze wznowić kuchenne rewolucje, które zostały zawieszone na okres gromadzenia nowej amunicji.
- O nie! Zapomnij!- Zaczął protestować chłopak machając jej palcem przed nosem.
- Nie ominie Cię ta zabawa – zaśmiała się i sypnęła resztką mąki, którą miała pod ręką prosto w jego twarz.
- Ty chyba do końca zwariowałaś! – Krzyczał, gdy szukał ciasta bądź innych składników, którymi mógłby jeszcze bardziej ją ubrudzić. Otworzył jedną z kuchennych szuflad i zobaczył potencjalną broń.
- Nie! – Pisnęła, gdy ten owinął ją kawałkiem przezroczystej, foli do pieczenia. – Harry pomóż mi. Pomocy! – Krzyczała.
Zza rogu wyłonił się brunet w loczkach z kawałkami ciasta przylepionymi do twarzy, ciała i ubrań.
- Teraz to pomórz tak? – Udał oburzonego.
- Przecież nie zostawisz mnie na pastwę losu tego wariata – spojrzała na Liama, który delikatnie się do niej uśmiechnął, nadal owijając ją folią.
Harry pokręcił przecząco głową i w jednej chwili skoczył kumplowi na plecy. Zaczęli się obracać i krzyczeć jak dwa małe dzieciaki, walczące o ostatnie ciastko. Ruda nie mogła wytrzymać ze śmiechu. Ten widok doprowadzał ją do łez. Dwóch chłopaków krzyczących na siebie i śmiejących się, przy czym jeden siedział drugiemu na plecach. Bezcenne.

Louis pomagał Harremu zdejmować resztki ciasta z ubrań. Jego koszulka Jacka Willsa była w połowie oblana ciastem naleśnikowym i sokiem jabłkowym. Materiał kleił się nieprzyjemnie do ciała chłopaka. Na nowe conversy skapywały resztki płynnej masy.
- Co o nich myślisz? – Zapytał blondyn.
- Nie wiem. Nie wyglądają na jakieś walnięte fanki. – uśmiechnął się Hazza w odpowiedzi.
- No to chyba oczywiste. – Zaśmiali się oboje. – Myślisz, że udają czy naprawdę są nieświadome tego, kim jesteśmy?
- Zwariowałeś? – Krzyknął Harry, gdy Lou pociągnął go za włosy i wyrwał mu mały pęczek. Uderzył kumpla w rękę i złapał się za głowę. –Przekonamy się za jakiś czas. – Powiedział wzruszając ramionami.
- No nie wiem. Coś mi mówi, że jeszcze dużo będzie się działo przez te wakacje. – Powiedział Loui spoglądając na chłopaków, którzy właśnie wynosili Rudą na taras i próbowali wrzucić ją do wody.
Dziewczyny wzbudzały w nich lekkie podejrzenia. Znali się od paru godzina, a one z ich domu zrobiły pole bitwy. Nie zwracały specjalnej uwagi na to kim byli, tak jakby nie były tego świadome.
 - Nadchodzimy z odsieczą! – krzyknął  Lou spadającą na szklane drzwi tarasu za którymi przepychał się Liam z rudzielcem. Chciał uchronić dziewczynę przed wylądowaniem w basenie, więc pociągnął Harrego za kieszeń od spodni i ruszył w stronę przyjaciół.

Dziewczyny stały w drzwiach ubrane w swoje już wysuszone ubrania i w pożyczonych bluzach od Nialla i Louisa. Obok nich stały duże torby pełne jeszcze lekko mokrych ubrań.
- Tylko nie zapomnijcie nam ich oddać – zażartował Loui odgarniając grzywkę.
- Postaramy się nie zapomnieć.– Zażartowała Ryba, która właśnie jego okrycie miała na sobie.
- Szkoda, że wracacie do hotelu – powiedział Niall. – Ponoć w tv leci dziś maraton horrorów – uśmiechnął się uroczo i puścił oczko do Rudej.
- No chyba sobie żartujesz. Całą noc miałabym spędzić pod kocem zasłaniając oczy ? Nie dzięki. – powiedziała i wszyscy wybuchli radosnym śmiechem.
Dziewczyna panicznie bała się tego typu filmów. Ostatni „obejrzała” pod kołdrą ściskając różową poduszkę. Ryba jako jej przeciwieństwo uwielbiała patrzeć jak krew leje się hektolitrami i z ekscytacją krzyczała „nie wchodź tam głupia!” gdy bohaterka przekraczała próg zakazanego pokoju. „Mówiła przecież” tymi słowami kończyła oglądanie każdego filmu. Była jak horrorowy jasnowidz.
- Dobra, na nas już czas. – powiedziała przytulając chłopaków na pożegnanie. Zatrzymała się naprzeciwko Zayna, a ten nieśmiało nachylił się i delikatnie musnął jej policzek wargami. Serce ponownie zaczęło bić jej mocniej i od razu spłonęła rumieńcem.
Ruda rzucała się chłopcom na szyję i w przyjacielskich uściskach żegnała z każdym. Jednak gdy stanęła przed Niallem i popatrzyła mu w oczy jej umysł podpowiadał żeby jeszcze zostały. Ale to jednak było niemożliwe. Sama nie była pewna dlaczego blondynek tak na nią działał. Najprawdopodobniej była nim najzwyczajniej oczarowana. Bo w końcu kto by nie był. Uśmiechnęła się szeroko sama do siebie, gdy go przytulała na do widzenia. Na co on wyszczerzył się w pełnym uśmiechu ukazując niewidoczny z daleka aparat na zębach.
- Czas na nas. Do zobaczenia niedługo. – rzuciła wesoło machając ręką.
Ledwie wyszły za bramkę, a już zaczęły się śmiać. Po chwili dało się słyszeć upadek jednej z toreb i głośny śmiech Ryby. Harry uniósł brwi i spojrzał ze zdziwieniem na Liama. Ten tylko bezradnie rozłożył ręce i pokręcił głową. Kto mógł wiedzieć co właśnie odwaliły ich nowe koleżanki.
- Wariatki – stwierdził Loui i krzyknął  – Kto ostatni na kanapie ten sprząta po kuchennej wojnie.
Cała boska piątka bez namysłu rzuciła się pędem do środka i zniknęła za białymi drzwiami.

Dziewczyny siedziały już w hotelowym pokoju, który znajdował się na dwunastym piętrze. Dotarcie tam zajęło im trochę czasu. Ciężkie torby, małe walizeczki i kosmetyczki nie były tak lekkie jakby się mogło wydawać. Po dotarciu do swojej sypialni wymęczone i zadowolone podsumowały dzisiejszy dzień.
- Ile ? – krzyknęła ze zdumienia przyjaciółka.
- 200 funtów za 24 godziny. – odpowiedziała Ryba. – W tym tempie to my zbankrutujemy.
- O ja ciesz pierdziele… - Ruda siedziała na łóżku trzymając się za głowę. – Jak nie znajdziemy czegoś innego to nasz pobyt skróci się zaledwie do tygodnia i na tym koniec.
Dziewczęta nie pochodziły z zamożnych rodzin, ale nie należały też do marginesu społecznego. Ich rodzinne budżety nie były zbyt bogate, więc przez około rok zbierały pieniądze na ten wyjazd i wytrwale gromadziły zaskórniaki w skarbonkach, które specjalnie zakupiły na tę okazję. Większość ciuchów kupowały w secendhend’ach i na wyprzedażach. Sprawiało im to dużo większą frajdę i satysfakcję niż kupno spodni za 300 złotych. Jeden funt był odpowiednikiem około pięciu polskich złotych, więc to co nazbierały w swoim kraju zmniejszyło się pięciokrotnie.
- To może będziemy grać i śpiewać na ulicy ? Albo tańczyć ? – spojrzała się na przyjaciółkę i obie wybuchły śmiechem.
- Oj kochanie Ty to masz pomysły. Coś wymyślimy. Jeszcze nie wiem co ale… że my nie damy rady ? My ? My mamy przecież podbić świat. – dziewczyna wzniosła ręce do góry w przesadzonym entuzjazmie. Po sekundzie obie opadły na wygodne łóżka zapominając o zmartwieniu.
Hotelowy pokój urządzony był w stylu pałacowym. Utrzymany w ciepłej gamie barw sprawiał wrażenie przytulnego pokoiku z wyższej półki. Ściany pokryte były tapetą we wzorki, wszystkie pościele wykończone były falbankami, zdobienia ścienne przypominały morskie fale przeplecione liśćmi. Złoto i brązy przepełniały drobne elementy typu lampy czy  też karnisze. Beżowe zasłony przeplecione złotą nitką zakrywały wielkie okno na Londyn.
 Ryba podeszła do niego i odsunęła zasłonkę. Było już ciemno, lecz nad miastem widniała łuna od świateł i neonów. W myślach dziewczyny pojawiła się twarz chłopaka, którego dzisiaj poznała. Nie mogła przestać o nim myśleć. W jednej chwili przypomniała sobie również o przyjaciółce, która została w Polsce. Tak bardzo zapragnęła, aby była teraz z nimi. Tak bardzo chciała jej o wszystkim opowiedzieć. O cudownym brunecie, wojnie kuchennej i o tym jak dostała buziaka na pożegnanie. Oczy lekko zaszły jej łzami. Tęskniła.
W tym momencie pojawił się pierwszy problem. Hotel w którym się zatrzymały był dużo za drogi. Rozmyślały nad tym w jaki sposób mogłyby wzbogacić swój budżet, ale nic nie przyszło im do głowy.
- Wiem, że musimy oszczędzać, ale co powiesz na małe zakupki ? – Ruda wyglądała uroczo, gdy zgrywała niewinna dziewczynkę.
- Jeszcze pytasz – zaśmiała się radośnie przyjaciółka, odwracając od okna. Na słowo zakupy myśli uleciały jak dym zdmuchniętej świeczki.
- Ale chyba już dzisiaj nie dam rady. Jutro z rana ?
- Oczywiście dziecinko – Ryba nie mogła powstrzymać się, aby jej tak nie nazwać.
Usiadła na swoim łóżku i zaczęła pisać do Brygidy. Już po chwili zobaczyła jak rudzielec śpi słodko ze słuchawkami w uszach. Ten widok napawał ją satysfakcją. Od dawna nie widziała, aby jej przyjaciółka spała z takim spokojem. Po chwili sama poczuła znużenie i odpłynęła do krainy Morfeusza.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 2

Have Fun!

 

Ruda siedziała na barowym krześle w ZA dużej bluzie i krótkich spodenkach Nialla, które miała w szylkret na wszelki Wypadek. Sam błękitnooki blondyn Stal OBOK niej i pomagał w Grze na gitarze. Harry i Louis przepychali sie na wielkiej kanapie, Liam patrzył na wszystko z Kuchni. Pokój w którym sie znajdowali Byl BARDZO przestronny ppkt i Jasny. ŚCIANY zdobiły nowoczesne OBRAZY z twarzami sław lat 70 i 80. Przed Kanapa znajdował sie Wielki Plazmowy Telewizor do którego podłączone były Głośniki i. DVD. OBOK leżał Xbox Wokół którego rozrzucone bylo mnóstwo Gier. Między sofa, telewizor Stal Niski CZARNO Biały STOLIK. Po kątach rozrzucone były kolorowe fotele i poduchy. Czy Pokoju mozna bylo wejść bezpośrednio przez wejściowe Drzwi, które znajdowały sie naprzeciwko szklanych Drzwi prowadzących na Taras, badz Też z Kuchni LuB schodów prowadzących na gore. Ryba wlasnie Nimi podążała Prosto do Liama, a Zayn wesoło zbiegał ZA DZIEWCZYNA. - Siadaj - powiedział chłopak odsuwając przed Nia Krzesło. Posłusznie usadowiła sie na wskazanym miejscu budowy iz uwaga zaczęła sie przyglądać co Takiego kombinują Nowi Koledzy. Zayn niezdarnie wyjmował PO kilka Rzeczy na Raz oo Lodówki i stawiał je na blacie. Liam Stal z Boku i śmiał sie z kolegi. - On Nie ma pojęcia o gotowaniu - szepnął zrobić Dziewczyny, a prychnęła ONA. - Zayn .. - zaczęła. - NIE przeszkadzaj mistrzowi w pracy - uciął krótko, lekko ściągając brwi i poprawiając wlosy. - Ale naprawde nie nie musisz sie trudzić. Możemy zjeść jakas pizze CZY COS CO samo zrobimy ... Co NIE Ruda? - Krzyknęła oglądając sie na przyjaciółkę. Ta jednak byłą Zajęta Rozmowa z pozostałymi chłopcami. - Ruda! - Glosniej krzyknęła. - Tak? - Koleżanka, AZ podskoczyła na krześle. - Zrobisz cos do jedzenia? - Wyrozumiale zapytała. - No ba .. - rudowłosa posłała JEJ zawadiacki Uśmiech. - .. Przecież się oczywiste. Niall, ktory stal OBOK Dziewczyny spojrzał na nia zdziwiony, zarazem zafascynowany. - umiesz gotować? - Wybełkotał nie nie dowierzając. - Tak Troche - wzruszyła ramionami - umiem się i owo. - O Boże! Zesłałeś nam pokarm na Ziemiami! - Krzyknął chłopak unosząc rece ku Górze w poddańczym geście. DZIEWCZYNA na chwilę straciła orientację w sytuacji, ale Predko JA odzyskała GDY zobaczyła, ZE blondyn prowadzi ja Czy Kuchni. "Chociaż tak będziemy mogły sie odwdzięczyć." zaśmiała sie w Duchu. Moze i nie nie byłą wybitną kucharką, ale Jak na swoj Wiek potrafiła wymyślić naprawde smaczne dania, nawet GDY Lodówka byla praktycznie Pusta. Przyjaciółka złapała JA ZA dłoń i ścisnęła pokrzepiająco, po chwili pozwalając na wyjęcie potrzebnych składników. Ryba siedziała na kanapie Przy Zaynie. OBOK siedział Louis i łaskotał dziewczynę po, brzuchu. Ta Śmiała sie wniebogłosy i prosiła o pomoc, ale znikąd JEJ NIE mogła uzyskać. Ruda natomiast rzucała sie Maka i kawałkami Ciasta, które miało byc wykorzystane do popisowego dania (naleśników) z Niallem i. Harrym. Liam, którego chłopcy nazywali tatusiem Stal z Boku I WSZYSTKO uwieczniał na zdjęciach. - Pomóż mi! Prosze! - Ryba błagała Zayna przez łzy śmiechu. - Zlituj sie ... W jednej chwili znalazła sie w silnych objęciach chłopaka, ktory podniósł ja z kanapy. - NIE ma Stary! Nie nie zabieraj mi JEJ! - Zaśmiał sie Louis i wyciągnął Rece W JEJ strone. - dosyć Tego Dobrego - odpowiedział krótko. - NIE pozwolę Ci ę tak męczyć - szepnął JEJ zrobić ucha. W jednej chwili serce przyspieszyło JEJ, na skórze poczuła Ciepły oddech chłopaka. Przyjemny Zapach Jégo perfum zmieszał z dymem tytoniowym SIE I otulił ja Jak koc. Korzystając z okazji Brunet podbiegł z DZIEWCZYNA Do Drzwi tarasowych i wyszedł na zewnątrz. Przed Nimi rozciągał sie niewielki BASEN wypełniony po Brzegi Wodą. Po powierzchni pływały kolorowe materace, piłki i piankowe Makarony. Rozwalone ręczniki, klapki i niedopite NAPOJE Stały Na Brzegu. - Chyba nie nie myślisz o ... - zaczęła, ale nie nie byla wag sprawdź w sklepie dokończyć, ponieważ znajdowała sie juz woda pod. Ledwie wypłynęła na powierzchnię, udawać zaczęła, ZE SIE topi. Łapczywie wciągała niezbędne powietrze i Machała rękoma próbując unieść sie na Wodzie. W rzeczywistości byla swietna pływaczką. Wiele Razy zdobywała medale w Szkolnych zawodach, ale Tym Razem postanowiła zabawić sie kosztem nieznajomego. Przerażony chłopak Bez namysłu rzucił sie na ratunek. - NIE wiedziałem, ZE NIE umiesz pływać, przepraszam. Juz żartować w porządku. - Zaśmiał sie i zrobił szczenięce oczka. DZIEWCZYNA trzymała sie kurczowo Jégo Barkow się pozbyć sie niepotrzebnej próbując Wody z pluc. Spojrzała Prosto w Jégo Brązowe Oczy ppkt i uśmiechnęła SIE PO chwili łobuzersko. Sekunde pozniej pod JEJ naciskiem Zayn znalazł sie Wodą pod. - Aby oduczy Cie wrzucania Mnie nie Wody -. zaśmiała sie bardziej nie siebie Niz nie niego GDY wypłynął na powierzchnię zobaczył Wesoła Rybę sięgającą po jeden z leżących na hamaku recznikow, którego wcześniej DZIEWCZYNA NIE zauważyła . Wzbudzała W NIM równie nieznane uczucia co na w niej. Nieznane, ale mile. Tak jakby WSZYSTKIE Jégo Problemy i wątpliwości Nagle SIE Przy niej rozwiewały i pozostawała TYLKO beztroska zabawa. Uczucia, których wcześniej nie nie mial okazji zaznać. 

 






 













 
 






niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 1

Przygarniecie nas?



Dziewczęta szły prostą ulicą na której znajdowały się same wille. Od czasu do czasu zaglądały komuś przez płot, aby zobaczyć teren. Ogromne baseny, piękne altany, hamaki, mnóstwo kolorowych kwiatów i drzew zdobiły posiadłości milionerów. Co drugą działkę zdobiła wielka fontanna na środku podjazdu, gdzie zaparkowane były nieziemskie samochody.
Londyn budził w ich oczach ekscytacje i powodował szybsze bicie serc. Był miejscem spełnienia ich najskrytszych marzeń i nadziei na lepsze jutro. Ludzie których zdążyły spotkać w sklepach i na ulicy byli uprzejmi i pomocni. Chętnie udzielali im odpowiedzi na zadawane pytania o drogę i miejsca których szukały. Czuły się wolne. Z dala od rodziców. Z dala od ich narzekać. Z dala od kłopotów i świata który je przytłaczał. Czuły w końcu, że żyją.

Ruda do szesnastego roku życia mieszkała w tym samym mieście co jej przyjaciółka. Niestety rok temu ich drogi musiały się rozejść.  Jej ojciec postanowił, że wyprowadzą się do większego miasta, gdzie będą bliżej rodziny. W życiu dziewczyn ważną rolę odgrywała jeszcze jedna osoba. Mianowicie była nią Brygida, trzecia koleżanka dopełniająca niezniszczalną trójcę. Nieśmiała brunetka z zielonymi oczami i wielką empatią. Uwielbiała, gdy przyjaciółki wpadały do niej na całe dni, ale gdy Ruda zaczynała buszować po lodówce, dziewczyna musiała doprowadzać ją do porządku.  Godzinami potrafiły siedzieć przed komputerem i cieszyć się do monitora. Mogły też cały dzień spędzić na oglądaniu filmów lub prostowaniu włosów. Nie były to zbyt porywające zajęcia, ale sprawiały im przyjemność, ponieważ spędzały wtedy razem czas. Niestety jej rodziców po rozwodzie nie było stać na bilet do Anglii, więc dziewczyna została w Polsce. Przyjaciółki umówiły się, że będą pisać do siebie każdego dnia, wysyłać mnóstwo wiadomości ze zdjęciami oraz wstawiać i opisywać różne chwile na portalach w internecie.
Ruda stanęła przed jednym z zaparkowanych samochodów i spojrzała na swoje odbicie gładząc przy tym bladoróżową bokserkę. Rude włosy lśniły w słońcu, a okulary zakrywały szare oczy. Gdy się na nią patrzyło, jej czerwone vansy przyciągały największą uwagę.
- Myślisz, że wyglądam grubo w tych rurkach ? – spytała zrezygnowana. Zawsze miała kompleksy z powodu swojego wyglądu. Nie była tak szczupła jak jej przyjaciółki. Mimo, że miała bardzo widoczne wcięcie w tali, te parę kilogramów za dużo, odbierało jej pewność siebie.
- Głupia jesteś – zaśmiała się Ryba. – Chodź, bo będzie zaraz padać. – uniosła błękitne oczy ku górze i spojrzała na zachmurzone niebo. Zapowiadało się na porządną ulewę, może i nawet na burzę.

Przemoknięte do suchej nitki, stały pod bramą typowo brytyjskiego domu. Nie wydawał się aż tak wielki jak pozostałe, ponieważ cały przód był porośnięty żywopłotami. Brak wymyślnych figurek i fontanny spowodował, że dziewczyny przypuszczały, iż dom zamieszkuje średnio zamożna rodzina. Ryba nerwowo wciskała guzik od domofonu. Nagle bramka drgnęła i dziewczyny wbiegły na posesje.
Stały przed wielkimi białymi drzwiami zastanawiając się czy znajdą tu pomoc. I wtedy drzwi się otworzyły. Ze środka dobiegały krzyki i śmiechy jakiś chłopaków. W drzwiach stał wysoki, przystojny brunet z lekkim zarostem. Ryba nie mogła oderwać wzroku od jego brązowych oczu.
- Cześć – Odezwał się chłopak. Dziewczyny nie miały pojęcia kto to, ale gdy na niego patrzyły wydawał się godzien ich zaufania. – Jestem Zayn. Wejdźcie. – uśmiechnął się zachęcająco. Ryba spojrzała na Rudą która pokiwała twierdząco głową i puściła koleżankę przodem. Nie wiedząc dlaczego chłopak wydawał jej się jednak znajomy. Próbowała go skojarzyć, ale bez skutku. Dziewczyna bardzo ufała ludziom, można powiedzieć, że czasami była naiwna. Ale właśnie tego nauczyli ją rodzice, ufać i pomagać innym. Za każdym razem powtarzali, że ilekroć komuś pomożesz w przyszłości Ci się to zwróci. „ Chyba nadszedł ten dzień” pomyślała i przekroczyła próg domu.


- Skąd je masz?! – Wyrzynką chłopak o kręconych włosach i słodkim uśmiechu. Jego oczy aż się śmiały.
-Ej, to nie przedmioty idioci. Przedstawcie się. – Zaśmiał się brunet, dodając otuchy uśmiechem skołowanym dziewczynom.
-Już się poprawiam. Jestem Harry bądź też Hazza. Jak kto woli. - Zreflektował się. To jest Liam – Wskazał na ciemnego blondyna o brązowych oczach. – Ten to Louis – Niebieskooki chłopak odgarną brązową grzywkę i uśmiechnął się czarująco. - A ten tutaj to Niall. –Błękitnooki blondyn, wyszczerzył zęby odsłaniając ledwie zauważalny aparat i wyciągnął rękę do dziewczyn.
Chłopacy sprawiali wrażenie nieogarniętych pewnych siebie nastolatków. Blondyn zwany Liamem wydawał się bardzo opiekuńczy. Gdy zobaczył przemoknięte dziewczyny, zrobił zatroskaną minę i pokręcił głową. Louis wraz z Niall stali i patrzyli na dziewczęta z wielkimi bananami na twarzy, co jakiś czas szepcząc coś do siebie i wesoło chichocząc. Bóg jeden wie o czym myśleli w tej chwili. Natomiast Harry stał spokojnie i przyglądał się całej sytuacji z lekko zawadiackim, ale przyjemnym uśmiechem. W śmiejących się do tej pory oczach pojawiły się iskierki intrygi.
Dziewczyny były lekko przestraszone, ale wdzięczne nieznajomym za pomoc i ciepłe powitanie w nowym mieście. Opowiedzieli im o Londynie oraz najbardziej znanych i godnych zwiedzenia zabytkach. Powiedzieli też gdzie mogą zrobić najlepsze zakupy i dobrze zjeść. Wypytywali je o powody dla których tu przybyły i o to gdzie mają zamiar się zatrzymać. Mimo strachu i lekkiego skrępowania dziewczęta wesoło odpowiadały na pytania. Opowiedziały im o tym skąd są, jak się nazywają i o kilku podstawowych informacjach. Trzeba przyznać, że zabawnie im się rozmawiało, bo dziewczyny nie do końca znały angielski i niegramotnie sklejały zdania korzystając z pomocy słownika w telefonie.
Mokre ubrania lepiły się do ich ciał jak zimna i nieprzyjemna maź. Torby wypełnione ubraniami nie stanowiły w tej chwili żadnej pomocy, ponieważ cała zawartość była przemoczona. A chyba nie ma nic gorszego niż wyglądanie jak siedem nieszczęść przed nowo poznanymi, przystojnymi chłopakami.

- Co chcesz do ubrania ? – zapytał Zayn spoglądając na rozglądającą się po pokoju blondynkę.
- Co… Cokolwiek – zająkała się i zaczęła przygryzać nerwowo dolną wargę. Siedziała na pufce i machała energicznie nogami.  Gdy na niego patrzyła serce biło jej jakby trochę mocniej. Z punktu widzenia jej koleżanki mogła być to zwykła arytmia serca. Zayn wyciągnął ciemna koszulkę z logo Guns’n’roses.
- Lubisz ich muzykę ? – zapytała nieśmiało zafascynowana.
Ryba, zarówno jak jej przyjaciółka uwielbiała muzykę rockową. Jej pokój od dzieciństwa wypełniony był płytami CD i winyleami takich zespołów jak Bon Jovi, Nirvana, Pink Floyd, SOAD, Guns’n’Roses , Aerosmith i Joan Jett. Słuchała też zespołów takich jak Dżem oraz Pidżama Porno, które pochodziły z Polski. Zayn spojrzał na nią i uśmiechnął się szeroko.
- To klasyka. I przy okazji mój ulubiony zespół. – na te słowa oboje się zaśmiali. – Proszę., załóż ją. Będzie Ci wygodniej.- uśmiechnął się patrząc na przemokniętą Rybę. - A ubrania zostaw w łazience. Potem się nimi zajmiemy.
- Dziękuje. Ale czy to na pewno nie problem ? Bo wiesz ja nie muszę…
- Nie musisz ? Wolisz siedzieć bez ubrań czy w tym mokrym… czymś. – przerwał jej i zaśmiał się łagodnie, kiedy ta spłonęła rumieńcem.
Jego śmiech, jego oczy, jego zapach perfum zmieszany z dymem papierosów, tatuaże na ciele i sylwetka pociągały ją bardziej niż truskawkowa czekolada.

CHARAKTERYSTYKA

Charakterystyka gatunku samic : 




NAZWA WŁASNA :: RYBA – EWA [17]
ŚRODOWISKO :: ZWYKLE W ŚRODOWISKU NATURALNYM [PL]
WYGLĄD :: BLONDYNKA. PROSTE WŁOSY. WYSOKA. SZCZUPŁA. Z DŁUGIMI NOGAMI. NIEBIESKOOKA.
POST SCRIPTORIUM :: UWAGA .!! ODPAŁY.
STATUS :: WIECZNIE ZAKOCHANA




NAZWA WŁASNA :: RUDA – JULIA [17]
ŚRODOWISKO :: ZAWSZE I WSZĘDZIE [PL]
WYGLĄD :: RUDA. DŁUGIE PROSTE WŁOSY. SZAROOKA. ŚREDNIEGO WZROSTU. MEDIUM WEIGHT.
POST SCRIPTORIUM :: FLIRCIARA. 15 NIEUDANYCH " ZWIĄZKÓW "
STATUS :: ZAKRĘCONA


Charakterystyka gatunku samców :




  
NAZWA WŁASNA :: ZAYN [19] 
ŚRODOWISKO :: KLUB ZA ROGIEM [ENG] 
WYGLĄD :: PARĘ CENTYMETRÓW CZYSTEGO SEKSAPILU. BRUNET Z DELIKATNYM ZAROSTEM.  CZEKOLADOWE OCZY. CIAŁO POKRYTE KILKOMA TATUAŻAMI. 
POST SCRIPTORIUM :: A GDZIE SĄ PAPIEROSY ? 
STATUS :: NIE NADĄRZYSZ


  

NAZWA WŁASNA :: LIAM [19] 
ŚRODOWISKO :: NAJLEPSZA SIŁOWNIA W MIEŚCIE [ENG] 
WYGLĄD :: CIEMNY BLONDYN Z BRĄZOWYMI OCZAMI. POSTURY GRECKIEGO BOGA ADONISA. UBIUR IDEALNIE WSPÓŁGRA Z CZARUJĄCYM ŚMIECHEM. CAŁY ON. 
POST SCRIPTORIUM :: NIE ZBLIŻAJ SIĘ Z TĄ ŁYŻKOM ! 
STATUS :: GDZIEŚ, Z KIMŚ, COŚ… 
  


  

NAZWA WŁASNA :: NIALL [19] 
ŚRODOWISKO :: JEDZENIE MOIM PRZEWODNIKIEM [ENG] 
WYGLĄD ::  SŁODKI BLONDYN O BŁĘKITNYCH OCZACH. SMUKŁEJ BUDOWY. POD WARGAMI UKRYWA APARAT KORYGUJĄCY ZGRYZ . MIMO TO CZĘSTO UŚMIECHNIĘTY. 
POST SCRIPTORIUM :: NAJLEPSZY GITAROWY GRAJEK DO PRZYTULANIA 
STATUS :: JEŚĆ ! 
  


  

NAZWA WŁASNA :: LOUIS [21]
ŚRODOWISKO :: „ZACISZE” DOMU [ENG]
WYGLĄD :: JASNOBRĄZOWA GRZYWKA OPADAJĄCA NA BŁĘKITNE OCZY. ZAZWYCZAJ NIE NOSI SKARPETEK. GUSTUJE W KOLOROWYCH SPODNIACH.
POST SCRIPTORIUM :: WIECZNIE ŚMIEJĄCY SIĘ DZIECIAK ZAKOCHANY W MARCHEWKACH
STATUS :: PLOTKA GŁOSI ŻE WIDZIANO GO BEZ HARREGO…




NAZWA WŁASNA :: HARRY [18] 
ŚRODOWISKO :: TRASA KONCERTOWA [ENG] 
WYGLĄD :: KOLOR OCZU POZOSTAJE BLIŻEJ NIEOKREŚLONY. KRĘCONE BRĄZOWE WŁOSY NADAJĄ MU NIEWINNY DZIECIĘCY WYGLĄD. GDY SIĘ UŚMIECHA ŚWIAT MOŻE SIĘ ZATRZYMAĆ. 
POST SCRIPTORIUM ::  STRZEŻ SIĘ NADCHODZI PODRYWACZ ! 
STATUS :: GDZIE MÓJ TELEFON ?!