KUCHENNE REWOLUCJE.
Ruda stała pomiędzy kuchnią a salonem. Jej włosy pozlepiały się w strączki, a na policzkach miała dwie kreski z ciasta. Wyglądała jak by właśnie wróciła kuchennej wojny. I w sumie tak było. Spojrzała na Liama, który stał oparty o ścianę i jako jedyny domownik był czysty. Dziewczyna posłała mu złowróżbne spojrzenie i podciągnęła kącik ust w zawadiackim uśmiechu.
Kto jak kto, ale ta rudowłosa istotka była zdolna do wszystkiego. Mogła iść o drugiej w nocy do parku i wskoczyć do miejskiej fontanny, mogła zjeść dziesięć kanapek i byćnadal głodna, mogła stać pod oknem przyjaciółki i krzyczeć tak długo aż ta nie wyjdzie przed blok, aby z nią zamienić dwa słowa, mogła, więc równie dobrze wznowić kuchenne rewolucje, które zostały zawieszone na okres gromadzenia nowej amunicji.
- O nie! Zapomnij!- Zaczął protestować chłopak machając jej palcem przed nosem.
- Nie ominie Cię ta zabawa – zaśmiała się i sypnęła resztką mąki, którą miała pod ręką prosto w jego twarz.
- Ty chyba do końca zwariowałaś! – Krzyczał, gdy szukał ciasta bądź innych składników, którymi mógłby jeszcze bardziej ją ubrudzić. Otworzył jedną z kuchennych szuflad i zobaczył potencjalną broń.
- Nie! – Pisnęła, gdy ten owinął ją kawałkiem przezroczystej, foli do pieczenia. – Harry pomóż mi. Pomocy! – Krzyczała.
Zza rogu wyłonił się brunet w loczkach z kawałkami ciasta przylepionymi do twarzy, ciała i ubrań.
- Teraz to pomórz tak? – Udał oburzonego.
- Przecież nie zostawisz mnie na pastwę losu tego wariata – spojrzała na Liama, który delikatnie się do niej uśmiechnął, nadal owijając ją folią.
Harry pokręcił przecząco głową i w jednej chwili skoczył kumplowi na plecy. Zaczęli się obracać i krzyczeć jak dwa małe dzieciaki, walczące o ostatnie ciastko. Ruda nie mogła wytrzymać ze śmiechu. Ten widok doprowadzał ją do łez. Dwóch chłopaków krzyczących na siebie i śmiejących się, przy czym jeden siedział drugiemu na plecach. Bezcenne.
Louis pomagał Harremu zdejmować resztki ciasta z ubrań. Jego koszulka Jacka Willsa była w połowie oblana ciastem naleśnikowym i sokiem jabłkowym. Materiał kleił się nieprzyjemnie do ciała chłopaka. Na nowe conversy skapywały resztki płynnej masy.
- Co o nich myślisz? – Zapytał blondyn.
- Nie wiem. Nie wyglądają na jakieś walnięte fanki. – uśmiechnął się Hazza w odpowiedzi.
- No to chyba oczywiste. – Zaśmiali się oboje. – Myślisz, że udają czy naprawdę są nieświadome tego, kim jesteśmy?
- Zwariowałeś? – Krzyknął Harry, gdy Lou pociągnął go za włosy i wyrwał mu mały pęczek. Uderzył kumpla w rękę i złapał się za głowę. –Przekonamy się za jakiś czas. – Powiedział wzruszając ramionami.
- No nie wiem. Coś mi mówi, że jeszcze dużo będzie się działo przez te wakacje. – Powiedział Loui spoglądając na chłopaków, którzy właśnie wynosili Rudą na taras i próbowali wrzucić ją do wody.
Dziewczyny wzbudzały w nich lekkie podejrzenia. Znali się od paru godzina, a one z ich domu zrobiły pole bitwy. Nie zwracały specjalnej uwagi na to kim byli, tak jakby nie były tego świadome.
- Nadchodzimy z odsieczą! – krzyknął Lou spadającą na szklane drzwi tarasu za którymi przepychał się Liam z rudzielcem. Chciał uchronić dziewczynę przed wylądowaniem w basenie, więc pociągnął Harrego za kieszeń od spodni i ruszył w stronę przyjaciół.
Dziewczyny stały w drzwiach ubrane w swoje już wysuszone ubrania i w pożyczonych bluzach od Nialla i Louisa. Obok nich stały duże torby pełne jeszcze lekko mokrych ubrań.
- Tylko nie zapomnijcie nam ich oddać – zażartował Loui odgarniając grzywkę.
- Postaramy się nie zapomnieć.– Zażartowała Ryba, która właśnie jego okrycie miała na sobie.
- Szkoda, że wracacie do hotelu – powiedział Niall. – Ponoć w tv leci dziś maraton horrorów – uśmiechnął się uroczo i puścił oczko do Rudej.
- No chyba sobie żartujesz. Całą noc miałabym spędzić pod kocem zasłaniając oczy ? Nie dzięki. – powiedziała i wszyscy wybuchli radosnym śmiechem.
Dziewczyna panicznie bała się tego typu filmów. Ostatni „obejrzała” pod kołdrą ściskając różową poduszkę. Ryba jako jej przeciwieństwo uwielbiała patrzeć jak krew leje się hektolitrami i z ekscytacją krzyczała „nie wchodź tam głupia!” gdy bohaterka przekraczała próg zakazanego pokoju. „Mówiła przecież” tymi słowami kończyła oglądanie każdego filmu. Była jak horrorowy jasnowidz.
- Dobra, na nas już czas. – powiedziała przytulając chłopaków na pożegnanie. Zatrzymała się naprzeciwko Zayna, a ten nieśmiało nachylił się i delikatnie musnął jej policzek wargami. Serce ponownie zaczęło bić jej mocniej i od razu spłonęła rumieńcem.
Ruda rzucała się chłopcom na szyję i w przyjacielskich uściskach żegnała z każdym. Jednak gdy stanęła przed Niallem i popatrzyła mu w oczy jej umysł podpowiadał żeby jeszcze zostały. Ale to jednak było niemożliwe. Sama nie była pewna dlaczego blondynek tak na nią działał. Najprawdopodobniej była nim najzwyczajniej oczarowana. Bo w końcu kto by nie był. Uśmiechnęła się szeroko sama do siebie, gdy go przytulała na do widzenia. Na co on wyszczerzył się w pełnym uśmiechu ukazując niewidoczny z daleka aparat na zębach.
- Czas na nas. Do zobaczenia niedługo. – rzuciła wesoło machając ręką.
Ledwie wyszły za bramkę, a już zaczęły się śmiać. Po chwili dało się słyszeć upadek jednej z toreb i głośny śmiech Ryby. Harry uniósł brwi i spojrzał ze zdziwieniem na Liama. Ten tylko bezradnie rozłożył ręce i pokręcił głową. Kto mógł wiedzieć co właśnie odwaliły ich nowe koleżanki.
- Wariatki – stwierdził Loui i krzyknął – Kto ostatni na kanapie ten sprząta po kuchennej wojnie.
Cała boska piątka bez namysłu rzuciła się pędem do środka i zniknęła za białymi drzwiami.
Dziewczyny siedziały już w hotelowym pokoju, który znajdował się na dwunastym piętrze. Dotarcie tam zajęło im trochę czasu. Ciężkie torby, małe walizeczki i kosmetyczki nie były tak lekkie jakby się mogło wydawać. Po dotarciu do swojej sypialni wymęczone i zadowolone podsumowały dzisiejszy dzień.
- Ile ? – krzyknęła ze zdumienia przyjaciółka.
- 200 funtów za 24 godziny. – odpowiedziała Ryba. – W tym tempie to my zbankrutujemy.
- O ja ciesz pierdziele… - Ruda siedziała na łóżku trzymając się za głowę. – Jak nie znajdziemy czegoś innego to nasz pobyt skróci się zaledwie do tygodnia i na tym koniec.
Dziewczęta nie pochodziły z zamożnych rodzin, ale nie należały też do marginesu społecznego. Ich rodzinne budżety nie były zbyt bogate, więc przez około rok zbierały pieniądze na ten wyjazd i wytrwale gromadziły zaskórniaki w skarbonkach, które specjalnie zakupiły na tę okazję. Większość ciuchów kupowały w secendhend’ach i na wyprzedażach. Sprawiało im to dużo większą frajdę i satysfakcję niż kupno spodni za 300 złotych. Jeden funt był odpowiednikiem około pięciu polskich złotych, więc to co nazbierały w swoim kraju zmniejszyło się pięciokrotnie.
- To może będziemy grać i śpiewać na ulicy ? Albo tańczyć ? – spojrzała się na przyjaciółkę i obie wybuchły śmiechem.
- Oj kochanie Ty to masz pomysły. Coś wymyślimy. Jeszcze nie wiem co ale… że my nie damy rady ? My ? My mamy przecież podbić świat. – dziewczyna wzniosła ręce do góry w przesadzonym entuzjazmie. Po sekundzie obie opadły na wygodne łóżka zapominając o zmartwieniu.
Hotelowy pokój urządzony był w stylu pałacowym. Utrzymany w ciepłej gamie barw sprawiał wrażenie przytulnego pokoiku z wyższej półki. Ściany pokryte były tapetą we wzorki, wszystkie pościele wykończone były falbankami, zdobienia ścienne przypominały morskie fale przeplecione liśćmi. Złoto i brązy przepełniały drobne elementy typu lampy czy też karnisze. Beżowe zasłony przeplecione złotą nitką zakrywały wielkie okno na Londyn.
Ryba podeszła do niego i odsunęła zasłonkę. Było już ciemno, lecz nad miastem widniała łuna od świateł i neonów. W myślach dziewczyny pojawiła się twarz chłopaka, którego dzisiaj poznała. Nie mogła przestać o nim myśleć. W jednej chwili przypomniała sobie również o przyjaciółce, która została w Polsce. Tak bardzo zapragnęła, aby była teraz z nimi. Tak bardzo chciała jej o wszystkim opowiedzieć. O cudownym brunecie, wojnie kuchennej i o tym jak dostała buziaka na pożegnanie. Oczy lekko zaszły jej łzami. Tęskniła.
W tym momencie pojawił się pierwszy problem. Hotel w którym się zatrzymały był dużo za drogi. Rozmyślały nad tym w jaki sposób mogłyby wzbogacić swój budżet, ale nic nie przyszło im do głowy.
- Wiem, że musimy oszczędzać, ale co powiesz na małe zakupki ? – Ruda wyglądała uroczo, gdy zgrywała niewinna dziewczynkę.
- Jeszcze pytasz – zaśmiała się radośnie przyjaciółka, odwracając od okna. Na słowo zakupy myśli uleciały jak dym zdmuchniętej świeczki.
- Ale chyba już dzisiaj nie dam rady. Jutro z rana ?
- Oczywiście dziecinko – Ryba nie mogła powstrzymać się, aby jej tak nie nazwać.
Usiadła na swoim łóżku i zaczęła pisać do Brygidy. Już po chwili zobaczyła jak rudzielec śpi słodko ze słuchawkami w uszach. Ten widok napawał ją satysfakcją. Od dawna nie widziała, aby jej przyjaciółka spała z takim spokojem. Po chwili sama poczuła znużenie i odpłynęła do krainy Morfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz